„Incensi”
by admin on lut.19, 2010, under Bez kategorii
Kiedy po raz 1-wszy testowałam „Incensi” byłam święcie przekonana, że mam do czynienia z rewelacyjną wizją kościoła katolickiego. Na 1-szy rzut nosa zapach wydawał mi się szczególnie udany. I tak niepodobny do innych aromatów Lorenza, które zupełnie nie trafiały w moje poczucie zapachowej estetyki. Bogactwo nut przeważnie prowadziło prosto do przeładowania i zagmatwania, niezrozumiałego dla mojego nosa. Całościowy efekt ostateczny też nie był na tyle ujmujący, by tą kakofonię pogodnie znosić. „Incensi” jest kompleksowy, niemniej jednak bez zbędnej kakofonii. Całościowo ciepły i przytulny. Lecz momentami pikantny, zimny i nawet „grobowy”. Niestety posiada jedną, dyskwalifikującą go wadę…Mydło. Sama nazwa „Incensi” w tym samym momencie sygnalizuje z czym mniej więcej możemy posiadać do czynienia. Szukamy w pierwszej kolejności kadzidła, a co za tym idzie wszelkich innych, nieodzownych komponentów aromatu kościelnego. I o dziwo znajdujemy je wszelkie w formie dosyć przejrzystej. Niemniej jednak do rzeczy… Pierwsza runda to ciemny aromat dominującego cynamonu i żywicy. Ostrawy, przyprawiony pieprzem i imbirem, z echem cytrusów gdzieś w tle. Bardzo przyjemny, apetyczny. Z czasami cytrusowe komponenty (których i tak jest niedużo) zanikają prawie całkiem. Zostaje piękny, aromatyczny cynamon, w towarzystwie żywicy. Od tego momentu zapach wchodzi w fazę kościelnego mroku. Najbardziej kuszące, bazowe nuty wynurzają się bardzo zgrabnie. Woń żywic z posępną mirrą na czele, w towarzystwie sandałowca i na wpół wypalonego już kadzidła. Zielone nuty i aromaty przypraw harmonijnie mieszają się z cmentarnymi klimatami. Kadzidlany popiół, drewno i żywica. Nie pozbawione oddechu, przyjazne. Do tego bliskoskórne, dyskretne, co ma możliwość być dodatkowym atutem. Ale żeby nie było tak wesoło, to muszę nadmienić, że cały ten proces trwa najwyżej kilkanaście sekund. Później następuje dominacja mydła, której ukryć się nie da. Mydła gryzącego, nieprzyjemnego i całościowo odpychającego. Ciężko się to znosi, a nosi pewnie jeszcze ciężej.